Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska 2011. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska 2011. Pokaż wszystkie posty
26 stycznia 2014
Iwona Słabuszewska-Krauze: Ostatnie fado (2011)
Skuszona dużymi promocjami w strzyżowskiej księgarni NOVA po krótkich choć intensywnych poszukiwaniach wybrałam dla siebie trzy książki. Oraz kalendarz na 2014. Zazwyczaj staram się wybierać książki nietuzinkowe, dla obu płci (ok, z tym jest różnie), takie które bez bólu można postawić na naszej sukcesywnie zapełnianej Literaturą przez duże "L" półeczce. Pominę kilka romansów i "Wampiry". Wystarczy powiedzieć, że kto przyjdzie, ten coś dla siebie znajdzie.
Taki cel przyświecał mi również i tym razem. Tzn. miał przyświecać. Nie wiem, czy książka o Kaukazie będzie jedną z tych ciekawszych - dowiem się, jak przeczytam. Podobnie rzecz ma się z typowo kobiecą powieścią W moim Mitford. Wiem za to, że przy Ostatnim fado wynudziłam się okrutnie.
Przyzwyczajona do Jacka Komudy kilkukrotnie zasypiałam przeczytawszy zaledwie dwie strony powieści pani Słabuszewskiej-Krauze. Czytając zachwycone opinie na Lubimy czytać śmiem twierdzić, że pewnie zupełnie się nie znam na tego typu pisarstwie, bo do ostatniej chwili "autentyczny klimat" Lizbony nie porwał mnie nawet z łóżka a co dopiero do Portugalii! Do ostatniej chwili nie odnalazłam się wśród wyrywkowo wplecionych na dwie-trzy strony bohaterów, którzy mieli... Sama nie wiem co. Urozmaicić historię? Udomowić Lizbionę? Pokazać jej bardziej człowieczą stronę? Nadać więcej dramaturgii tragicznym losom śpiewaczek fado? Jak mówię, nie wiem. Ja tam żadnego fado nie usłyszałam, nie przywoływało mnie ze stron książki, nie wynurzało się niczym widmo z otchłani nieszczęścia (?) fadistek.
Gorzej. Same opisy Lizbony też mnie nie zachwyciły. Potwierdziły jedynie, że Autorka rzeczywiście w tej Portugalii była a nie tylko palcem po mapie jeździła. Ja też wielokrotnie oglądałam zdjęcia z Barcelony, ale czy potrafiłabym pokazać ją komuś tak, aby zobaczył magię tego miejsca moimi oczami? Chyba nie, bo to jest jednak wielka sztuka.
Ale okładka książki bardzo mi się podoba. To ona oddaje intensywność tego miejsca - brawa dla Autora zdjęcia, Francisco Eduardo Belard da Fonseca (jakkolwiek się to czyta). A mówią, że nie szata zdobi człowieka...
Tytuł/Autor: Ostatnie fado/Iwona Słabuszewska-Krauze
Wydawnictwo/Rok: Wydawnictwo Otawrte/2011
Oprawa/Ilość stron: Oprawa miękka/315 stron
26 marca 2012
Sala samobójców (2011)
Dominik to zwyczajny chłopak. Ma wielu znajomych, najładniejszą dziewczynę w szkole, bogatych rodziców, pieniądze na ciuchy, gadżety, imprezy i pewnego dnia jeden pocałunek zmienia wszystko.* Rok od premiery udało mi się wreszcie obejrzeć ten okrzyknięty arcydziełem film Jana Komasy. I cóż? Boziu drogi, gdzie oni takich nastolatków mają, jak ci z oficjalnego opisu filmu? Chyba tylko w amerykańskich serialach dla młodzieży. Przykre, że film poruszający tak istotne problemy - przecież nie tylko nastolatków, ale ogólnie outsiderów, dziwaków, ludzi nieprzystosowanych do życia w społeczeństwie - został tak spłycony, tak ordynarnie obdarty z emocjonalności i wrzucony w nie naszą rzeczywistość.
Scenariusz pisany po bandzie, jedzie stereotypami wyczytanymi chyba na blogach z poezją (bez urazy), ukazuje zaledwie zlepek różnych zachowań, po macoszemu wrzuca je do worka, podrzuca, miesza i wypluwa jako historię, która ma nas, widzów czegoś nauczyć, bo przecież takich filmów nie robi się dla relaksu.
Niestety, film nie jest przekonujący nawet w jednym momencie. Dzieciak z osobistym kierowcą, który "musi przy nim być, bo przy nim się jest", zamknięty przez ponad 3 miesiące w pokoju, bez jedzenia, wody i toalety, czyściutki, wymuskany, dobrze odżywiony, tylko taki nieszczęśliwy, bo nikt go nie rozumie. Nie bardzo wiem, po co ta niekonsekwencja? Bo ludzie to idioci, skupią się na hebanowej grzywie bohatera, to nie zauważą, że po 3 miesiącach nie ma przetłuszczonych włosów? A może po prostu zwracam uwagę na nieistotne głupoty w obliczu takiej tragedii, jak rozpuszczony gówniarz i banda jemu podobnych, którym lans poprzewracał w głowach?
Nie wiem, co na ten film powiedziały rodziny samobójców, bo okazuje się, że do samobójstwa mają prawo tylko brzydcy i inwalidzi. Cała reszta to wypadki "przy pracy", przypadkowe ofiary systemu. Tak jak główny bohater, który zabił się, bo za dobrze bawił się tabletkami, bo chociaż nie chciał umierać, widział bezsens śmierci, to był tylko trzymanym pod kloszem dzieciakiem, który zwiał z domu ten jeden raz.
Nie kupuję tego filmu. Nie znam takich bohaterów, jak Dominik, jego rodzice, czy Roma - Królowa Sali samobójców, najbardziej tchórzliwa postać. Nie identyfikuję się z ich problemami, nie znam takiego środowiska. Film tak bardzo współczesny, operujący i poruszający się w wirtualnym świecie utonął w swoim absurdzie. Kolejne ambitne kino, które poniosło porażkę na całej linii. Kto następny?
* Oficjalny opis filmu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

