Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Pilipiuk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Pilipiuk. Pokaż wszystkie posty

12 lutego 2013

Andrzej Pilipiuk: Trucizna


Kto nie zna Jakuba Wędrowycza? Wszyscy znają (albo tylko tak mówią). Ano właśnie wszyscy znają i wszyscy oczkują. Ja też oczekiwałam. Nie, spokojnie, nie po Pilipiuku, spodziewałam się raczej, że Jakub pomimo swojego wieku uwiedzie mnie choć troszkę. Połechce moją czytelniczą próżność i pozwoli zaczytać się w swoich przygodach. A tu wielkie rozczarowanie - Jakub Wędrowycz się przejadł. Zwyczajnie się znudził. Wariacka formuła jest mdła, kompletnie odrealnione przygody już nie śmieszą, dialogom brakuje polotu. Ta książka męczy pomimo nie tak znów wielu stron, krótkich opowiadań i języka, jakim posługuje się Autor.

To znak, że czas na nowego bohatera, któremu trzeba poświęcić nieco więcej czasu niż naprędce spisane historyjki "w między czasie", które masowo tworzy Andrzej Pilipiuk. Wiem, że ciężko porzucić postać, która rozsławiła Autora (tak tak, nie odwrotnie), mimo wszystko czas się rozstać i pozwolić Jakubowi pozostać nie do końca odkrytą perełką wśród nudnych i nijakich bohaterów książkowych.

Autor/Tytuł: Andrzej Pilipiuk/Trucizna
Wydawnictwo/Rok: Fabryka Słów/2012

7 kwietnia 2012

Andrzej Pilipiuk: Oko jelenia: Droga do Nidaros



Zupełnie nie wiem, co myśleć o tej książce. W związku z tym, że "Oko jelenia" jest cyklem, stąd też nie spodziewałam się, że akcja rozwinie się i zawiąże już w tym tomie, bo o ile apokalipsa Ziemi już była, spotkanie z wredną łasicą też a nawet pierwszy szok kulturowo-kulinarny związany z szesnastowieczną codziennością o tyle bohaterom Pilipiuka wciąż brakuje... realizmu. Nie oszukujmy się, ciężko będzie Autorowi dogonić fenomen Wędrowycza, który zwyczajnie go przerósł, ale jego słusznym obowiązkiem jest uczłowieczyć tych dwóch gości - Staszka i Marka, bo coś mi się wydaje, że nasza bohaterka powstania styczniowego, niejaka Hela, jest raczej lekko nawiedzona, więc może dać im jeszcze popalić.

To co podoba mi się w tym zwariowanym Pilipiukowym świecie, to zwrócenie uwagi na dysonans pomiędzy wiarą w bóstwa i gusła a prawdziwą wiarą (a jest nieprawdziwa?) w Boga w czasach antypapieskich. Wszelkie dywagacje na ten temat wśród pustych rozmów bohaterów (tak, ciężko mi się pogodzić, że LUDZIE XXI wieku, wykształceni, kulturalni i obyci charakteryzują się taaaką płycizną) mogą trochę dziwić a nawet razić. Mimo wszystko, warto docenić fakt, że Autor uderza w odrobinę poważniejsze tematy. Dojrzewa wraz z bohaterami. I to jest fajne. Udało mu się stworzyć coś niepodobnego do poprzednich książek, choć jednocześnie nie pozbył się swojego "autorskiego" stylu, małej grafomanii, humoru i polotu, dzięki któremu książę czyta się ekspresowo. Polecam.

Wielu z Was może mieć nade mną przewagę i znać wszystkie książki cyklu, wszak ta pierwsza jest z 2008 roku. Ale spokojnie, nadrobię ;)

Aha, P.S. Niech Was nie zraża strona graficzna książki!

Tytuł/Autor: Oko jelenia: Droga do Nidaros/Andrzej Pilipiuk
Wydawnictwo/Rok wydania: Fabryka Słów/2008

16 marca 2011

Andrzej Pilipiuk: Wampir z M-3

Małżonek, na bieżąco śledzący moje czytelnicze gusta sprezentował mi na imieniny "Wampira z M-3". Jako że ta pozycja chodziła za mną już od chwili ujrzenia jej na EMPIK-owej półce, tak niemalże rzuciłam się na nią z marszu.

Nie lubię wampirów - tak mogłabym zacząć moją recenzję. Nie da się jednak ukryć, że wampiry stały się niezwykle modnym zjawiskiem w dzisiejszym świecie fantasy, więc nic dziwnego że i twórca fenomenalnego Jakuba z Wojsławic sięgnął po tak popkulturowy temat. A pierwszym problemem jaki napotkałam przy tej książce to jej objętość - czytania zaledwie na dwa wieczory, co w przypadku Pilipiuka jest grzechem głównym. Ale po kolei.

"Wampir z M-3" to właściwie nie wiadomo, który bohater, bo występuje ich tam cała plejada. Gwoli ścisłości - już pierwsze strony niejako wysuwają na pierwszy plan hrabiankę Małgorzatę, ale spośród wampirów mieszkanie ma ślusarz Marek... Chyba że wampirem nazwiemy ducha PRL-u w symbolicznej postaci rodziny hrabianki Małgorzaty, bo i tak może być. A PRL jest tam iście rzeczowo przedstawiony i jest to zarówno wadą jak i zaletą autora. Wadą, bo ileż można pisać o tym samym? Nawet Wędrowycz stał się monotematyczny, co przy okazji ukończenia "Homobimbrownikusa" Pilipiuk w końcu zauważył. Mimo to wciąż ze swadą i swoistym humorem potrafi pisać o szarej rzeczywistości Polskich obywateli, o pokazowym ateizmie, gruzińskiej herbacie za dolary, tureckich dżinsach czy deficytowym papierze toaletowym... O paradoksach spotykanych na każdym kroku i o wierze a właściwie niewierze w gusła i zabobony.

I właśnie w takim świecie Andrzej Pilipiuk każe egzystować swoim wampirycznym bohaterom. A egzystencja jest - co trzeba przyznać - bardzo daleka od naszych przekonań i przede wszystkim daleka od tego, co uroiło się w głowie tej kobiecie od "Zmierzchu" (o czym też autor zapewnia nas już na samym początku naszej czytelniczej przygody). Owszem - nie muszą jeść ani oddychać, nie czują chłodu i spokojnie mogą mieszkać w grobowcach. Jednocześnie marzą o modnych ciuchach, przytulnym, wygodnym mieszkaniu i... miłości. I nie ma tu znaczenia, że nie czują popędu płciowego; potrzeba bliskości jest ponad podziałami.

"Wampir z M-3" to zbiór chronologicznych opowiadań, które są częściami jednej opowieści napisanej charakterystycznym dla tego autora grafomańskim stylem, bajdurzeniami pierwszego gatunku i najbardziej cudacznym zbiorem bohaterów, i coraz bardziej męczących w swojej wymyślności historii. Ale prócz tej niebagatelnej zbieraniny mającej na celu wykpienie na wszelkie sposoby kultury masowej nie widzę w tej książce nic więcej. Może i dobrze, że mało czytania, bo czy mógłby autor wymyślić coś jeszcze? Na czytelnicze nieszczęście jestem przekonana, że to zrobi. Zarżnie te wampiry jak wcześniej Jakuba Wędrowycza, a szkoda wszak lepszy niedosyt... paradoksów, fanaberii PRL-u i samego tematu.

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Oprawa: Miękka
Ilość stron: 336