Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anathema. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anathema. Pokaż wszystkie posty

15 kwietnia 2012

Anathema: Weather Systems (2012)



Bardzo długo, bo aż całe dwa lata czekałam na tę płytę. Długo i niecierpliwie. Po niezwykłym sukcesie płyty "We're Here Because We're Here" oczekiwałam czegoś tej samej miary, jeśli nie lepszego. "We're Here..." była czymś niespodziewanym, nieoczekiwanym po tego typu kapeli. Ale panowie z Liverpoolu, którzy w swej długiej karierze mają na sumieniu już wszelakie brzmienia metalu powoli, acz skutecznie skłaniali się ku muzyce bardziej klimatycznej. Nie bali się eksperymentować i ryzykować czego efektem jest właśnie "We're Here...".

Czegóż więc można było się po nich spodziewać teraz? Z pewnością apetytu nie zaspokoił zeszłoroczny "Falling Deeper", który podobnie jak "Hindsight" z 2008 roku był zaledwie kompilacją wydanych już utworów pod nieco inną postacią i brzmieniem. Nie ma co ukrywać, "Falling Deeper" szału nie zrobił, nie powalił fanów na kolana, więc wyjścia innego nie było jak tylko zrobić "We're Here Because We're Here Part.2"

I cóż, "Weather Systems" troszkę mnie rozczarował, chyba właśnie dlatego, że jednak okazał się nie być powtórką sukcesu. Wręcz przeciwnie, Liverpoolczycy nie osiedli na laurach i zabrali się ostro do pracy. Owszem, nie wiem zupełnie co stało się z tymi niemalże niewyczuwalnymi przejściami, czy liryką śpiewaną głosem Vincenta. W żadnym razie nie powiem, że płyta jest niedopracowana, bo z daleka słychać, że nie ma tutaj ani jednej zbędnej nutki, żaden dźwięk nie ucieka na rzecz innego. Są wciąż piękne, nasączone subtelnościami teksty, które napełniają żyły nieodpartym spokojem, troszkę rozczulają i pobudzają brakiem trywialności czy słodyczy jak w przypadku "Falling Deeper"; klimatyczna linia melodyczna; charakterystyczne brzmienie Anathemy wzmocnione o odważniejsze kompilacje i fantastyczny głos Vincenta, ale nie jego samego, niestety...

Zgrzytam zębami, gdy w typowy męsko-muzyczny świat wchodzi z butami kobieta i stawia na głowie cały odbiór płyty. Nie twierdzę, że Lee Douglas śpiewać nie potrafi, bo z pewnością robi to lepiej ode mnie; po prostu nie zaszkodziłoby (z całą pewnością), gdyby było jej na tej płycie znacznie, ZNACZNIE mniej. Rozumiem, że miała ona nadać bardziej kobiecy sens, uchwycić niuanse dla mężczyzn obce, lub niepasujące. Czasem nawet jej to wychodzi, wystarczyłoby jednak sprowadzić ją do roli - przepraszam - eksperymentu i gościnnych występów.

Niemniej jednak, jest to płyta, której trzeba koniecznie posłuchać, bo naprawdę warto zanurzyć się choć na chwilę w ten wyjątkowo klimatyczny art rock. Jest jak kawa na nowy początek dnia - świeża, o smaku ukrytym gdzieś pomiędzy brzegiem filiżanki a jej dnem. Emocjonalne piękno z nutką goryczki.


Wydawnictwo: KScope, 2012
Dystrybucja: Rock Serwis

1 października 2010

Najwyższy czas. Anathema.



Ta pochodząca z Liverpoolu grupa wydała wreszcie kolejny album, na który kazała czekać aż 7 lat. Po „A Natural Disaster” (2003) fani czuli spory niedosyt, którego nie zaspokoił „Hindsight” z 2008 roku. Był on zaledwie kompilacją dotychczasowych najlepszych przebojów i nic- poza jednym utworem- nowego nie wnosił. W tym roku za pośrednictwem wytwórni Kscope Records wydali „We’re Here Because We’re Here”- swój jak do tej pory najbardziej melodyjny album.

Album o utworach delikatnie nasączonych subtelnością, rozwagą i artyzmem. Nie ma tutaj ani jednej niepotrzebnej nutki- nawet przejścia między kompozycjami są tak płynne, że aż niewyczuwalne- dyskretne i urokliwe. Za miksowanie albumu odpowiedzialny był Steven Wilson (Porcupine Tree). Ciekawostką może być tytuł albumu, który zaczerpnięto z pieśni pod tym samym tytułem, śpiewanej w okopach aliantów podczas I wojny światowej na melodię pieśni „Auld Lang Syne” (w Polsce na tę melodię śpiewa się harcerską pieśń „Braterski krąg”

Któż by pomyślał, że prekursorzy death doom metalu (razem z Katatonią, My Dying Bride i Paradise Lost) pewnego dnia stwierdzą, że nie chcą już szokować mocnym brzmieniem i podobnie jak było to na początku, tak i tym razem stworzą coś nowego, bardziej rockowego- coś, co pozwoli im dotrzeć do szerszej publiczności. Przemiana kształtowała się wraz z powstawaniem każdej kolejnej płyty. I o ile zmieniło się brzmienie, o tyle tematyka depresji okraszona niepokojącą i mocną melodią pozostała. Wyjątkiem może być tylko niezwykle emocjonalne i intymne „Judgement” z 1999 roku poświęcone pamięci mamy Vincenta, Jamie’go i Daniela.

„We’re Here Because We’re Here” jest zwieńczeniem poszukiwań swojego nowego JA. Jest jak doskonała kawa na nowy początek dnia- świeża, o smaku ukrytym gdzieś pomiędzy brzegiem filiżanki a jej dnem. Perfekcyjna dla poszukujących.


Tytuł: We’re Here Because We’re Here
Wykonawca: Anathema
Kraj/Rok: UK /2010
Dystrybutor: Kscope Music